Galeria

moja Albania


mapa

Nurkowanie w Albanii. Miasto SARANDA i okolice...

flaga


Decydując się na wyjazd do Albanii długo szukałem informacji o tym kraju, mieście do którego się wybierałem oraz o tym, co może czekać tam samotnego turystę - nurka.

To co znalazłem w Internecie i przewodnikach turystycznych okazało się zupełną lub częściową nieprawdą. Postanowiłem więc przybliżyć nieco Albanię potencjalnemu nurkowi-turyście.

Przeczytajcie zatem o tym, co mnie tam spotkało...


Dojazd

Planując dojazd kierowałem się sugestiami właścicieli jedynej polskiej, i chyba jedynej w całej Albanii, bazy nurkowej:

www.nurkowaniealbania.pl/dojazd.php 

Uwaga: w Polsce trudno jest dostać mapę Albanii. Można je kupić w Macedonii w cenie 3,5 euro. Przewodniki są nieaktualne lub zawierają ewidentne bzdury.

Z proponowanych opcji wybrałem dojazd własnym samochodem, a to z powodu sporej ilości sprzętu, który miałem zamiar zabrać. Nie mając zaufania do informacji o wyposażeniu bazy, zapakowałem własny “szpej” i jazda...

Przez Słowację, dotarłem do autostrady M5 w kierunku na Belgrad, następnie E75 w kierunku na Leskovac. Tam Autostrada się kończy. Droga na Kumanovo w Macedoinii  okazała się być szeroka i wygodna. Piękne krajobrazy i znakomita letnia pogoda zachęcały do kontynuacji podróży, mimo sporego zmęczenia. Dojazd z Warszawy do Skopje zajął mi około 20 godzin. 

Ze Skopje, autostrada M5 pojechałem dalej w ki erunku na greckie Saloniki przez Prilep i Bitola. Droga okazała się znośna. W obawie przed kiepskimi albańskimi drogami, podjąłem decyzję, żeby do Sarandy (Al) dojechać od południowej strony, przez Grecję: to był trafny wybór -  jak się okazało. Jestem miłośnikiem ekstremalnej jazdy samochodem i trafiłem na drogę która spełniła moje niewyśnione jeszcze sny. Trasa E90 biegnie przez greckie miejscowości Kalithea, Kalyvia, Kalpaki:  to kilkadziesiąt kilometrów serpentyn, ostrych podjazdów i zjazdów, wściekłych zakrętów, na których udaje się dostrzec tylny zderzak własnego samochodu...

Przejechanie tego odcinka , przy średniej prędkości - 30-35 km/h,  zajęło mi ok. 5 godzin!!! 

Za Kalpaki, miało być lepiej... Ale nie było! 

Było gorzej, gdyż na dodatek kierowcy, czyli mnie, zaczęła doskwierać choroba morska.... Mimo całkowitego braku fali... Kolejne trzy godziny serpentyn przyjąłem już bez radości. Oglądane w drodze widoki gór okazały się być jedynymi w swoim rodzaju, co wynagrodziło mi niedogodności wybranej...

Po około trzydziestu godzinach jazdy drogami E90 lub E853 ( nie wiem, który numer jest prawidłowy), dojechałem do przejścia granicznego pomiędzy Grecją i Albanią... Dalej było z górki... Jeszcze trzy godziny i będę w Sarandzie.

Dojazd do Sarandy jest niełatwy. Dla przyzwyczajonego do szerokich dróg Polaka. Szczególnie od strony Ghiorgnzzati,  które położone jest niemal na szczycie sporej góry. Droga jest wąska na półtorej szerokości samochodu. Albańczycy jeżdżą dość wolno. Jeżeli ktoś chce wyprzedzać to drogę toruje sobie klaksonem... Miałem wrażenie, że chaos, panujący na drodze do miasta i w samym mieście, jest wynikiem braku umiejętności jazdy. Posiadanie samochodu przez prywatne osoby w Albanii jest możliwe zaledwie od kilku lat. Po chwili obserwacji zauważyłem,  że jazda Albańczyków jest płynna a kierowcy uważnie patrzą na innych kierujących i ustępują miejsca, słysząc klakson. Są dobrymi kierowcami. Dodatkowo, do bezpiecznej jazdy motywuje ich ślamazarność i biurokracja przy likwidacji szkód komunikacyjnych. Faktem jest,  że przez cały czas pobytu w Albanii jedyny wypadek jaki widziałem - to nasz własny... Pobocza straszą jednak tablicami „nagrobnymi”, ze zdjęciami młodych ludzi, którzy runęli w przepaście, wraz ze swymi autami. Należy więc ripts/tiny_mce/themes/advanced/langs/pl.js" type="text/javascript"> uważać!

Uwagi:

- do Sarandy w Albanii najlepiej jechać drogą przez Macedonię, dojechać do Strugi ( okolice jeziora Ohrydzkiego ) i stamtąd kierować się na przejście graniczne z Albanią. Następnie przez miasta Elbasan, Lushnie, Fler, Vlore i dalej do Sarandy. Chyba, że lubisz widoki gór i serpentyny;

- drogi albańskie nie są aż tak złe, żeby decydować się na przejazd przez greckie góry;

- koszt dojazdu, wraz z opłatami autostrad, samochodem osobowym to około 1000 pln w jedną stronę; 

- czas dojazdu -  ok  33 godzin, łącznie z czterogodzinnym postojem;

- odległość od Warszawy ok. 2400 km.

Jeżeli nie musisz zabierać “szpeju” łatwo dolecieć samolotem do Korfu ( Wizzair w sezonie)  lub do Tirany ( Malev przez cały rok w cenach od 650 pln (cena promocyjna) do 1500 pln ). Wyloty z Warszawy do Tirany, z przesiadką w Budapeszcie, dwa razy dziennie, oprócz sobót.  Wylot z WAW o godzinie 9.20, lądowanie w BUD o 10.30. Czas na lotnisku około 3 h. Wylot z BUD o 13.20,  ladowanie w TIA o 14.40, a baza nurkowa załatwia transfer i hotel.   

Powrót z Albanii tą samą drogą:  wylot z TIA o godzinie 5.10, przylot do BUD 6.30. Natępnie wylot z BUD o  7.30, przylot do WAWo  8.40: loty co dzień, oprócz soboty.  Baza załatwia transport z Sarandy do Tirany.

Średnia prędkość, jaka osiągałem moim samochodem [ na terenie Albanii?], to ok 40 km / h, ale 

drogi w Albanii są stale modernizowane. Trzeba jednak uważać:  zdarzają się niespodzianki typu dziura w drodze lub brak nawierzchni na odcinku kilkudziesięciu metrów. 

 

Baza nurkowa

Wybierając Albanię jako kraj docelowy w podróży, spodziewałem się zastać, przaśną bazę, takiż hotel - i w ogóle same kłopoty.

Zostałem zaskoczony!

Dobrze przygotowana baza, zarówno na poziomie technicznym jak i znajomości akwenów. Wyposażona w nowe automaty Sherwood, nowe butle 10, 12 i 15 litrów, przyzwoitą sprężarkę, oraz bank powietrza... Do wypożyczenia cały potrzebny sprzęt, czysty i sprawny! Nniepotrzebnie taszczyłem ze sobą górę gratów... Mogłem polecieć samolotem...

Baza prowadzona jest przy hotelu Maestral w Sarandzie. Właściciel bazy Marcin Morawski (Polak! ) instruktor CMAS M2, przyjemny i uczynny człowiek.

Baza dysponuje własną łodzią, 10 osobowym RIB-em, ze stelażem na sprzęt, oraz busem do przewozu osób. 

Pozwolenie na nurkowanie jest w Albanii wymagane! Można je nabyć, wraz z pakietem nurkowym w cenie 180 euro (10 nurkowań ), za pośrednictwem bazy. Niestety, nie można wykupić zezwoleń na nurkowania indywidualne. Albania dość rygorystycznie podchodzi do kwestii wydawania zezwoleń. Z uwagi na wielką ilość stanowisk archeologicznych oraz zawiłe przepisy dotyczące nurkowań, autoryzacje wydawane są wyłącznie bazom zarejestrowanym w Albanii. 

Osoby prywatne nie mogą korzystać z łodzi. Zakaz ten trwa od kilku lat i ma przeciwdziałać przemytowi ludzi, który kilka lat temu rozrósł się do niebywałych rozmiarów. Na szczęście oficjalnie działające na terenie Albanii przedsiębiorstwa dostają zezwolenia na korzystanie z łodzi. 

Natomiast nurkowanie bez zezwolenia nurkowego, szczególnie w miejscach gdzie są jakieś zabytki, może się skończyć interwencją policji i konfiskatą sprzętu. W okolicy takich miejsc przemieszczają się na ogół “cywilni” policjanci.

Baza świadczy usługi szkoleniowe wg programu CMAS, kursy nitroksowe oraz wrakowo- morskie. I inne na życzenie.

Na miejscu dostępne powietrze oraz nitrox. Pierwsza pomoc - tlen! Ubezpieczenie OC gwarantuje transport do komory hiperbarycznej w Tiranie. Nie mniej warto ubezpieczać się  indywidualnie. 

UWAGA: Hestia nie informuje, kto współpracuje z nią w kwestii usuwania szkód lub opłacenia kosztów leczenia w Albanii. Mimo kilku pytań do sprzedawców ubezpieczeń oraz do biura Hestii w Polsce, nie otrzymałem żadnej wyczerpującej informacji. 

Z ubezpieczeniem DAN nie ma problemu, gdyż operuje z terenu oddalonej o 28 km Grecji.

Z bazy korzystają również instruktorzy PADI i SSI - wg własnych planów szkoleniowych.

W programie bazy, oprócz nurkowań znaleźć można ofertę wycieczek do okolicznych atrakcji turystycznych, tłoczni oliwy czy serowarni.

 

Albańczycy

Zdziwi się ten, kto spojrzy na mieszkańców Shqipëria (nazwa Albanii w jęz. Iliryjskim ) bez uprzedzeń, zbudowanych na lekturze książek i artykułów z  ubiegłych lat: czasu tzw. Demoludów, choć Albania zawsze była bardziej „oddalona” niż inne kraje.

Dążący do nowoczesności mieszkańcy Albanii są otwarci na Europę. Podobni trochę do nas, Polaków z lat dziewięćdziesiątych. Wolność od dyktatury i systemu totalitarnego przyniosła im oddech i chęć do pracy. Stają się europejscy i mają świadomość realiów w kontaktach z obcokrajowcami. Młodzi ludzie komunikują się chętnie w języku angielskim i nieraz sami zaczepiają przybyszów aby choć trochę z nimi porozmawiać. Język Albański!?  Nie jest podobny do żadnego, słyszanego  wcześniej. Ser to kaczkawal, krewetki gamber i jedynie kalmary brzmią znajomo, kalamari... Owoce morza to fruta deti, nie mylić z “owocami z dzieci”... Religia, na pierwszy rzut oka, nie jest w Albanii polem do konfrontacji. Drugiego rzutu oka nie było. Meczety stoją obok kościołów czy cerkwi. Wyznawcy różnych religii grają razem w domino przy Sarandzkim “Dreptaku”... Wydaje się,  że mieszkańcy Albanii, ogłoszonej niegdyś przez Hodżę pierwszym ateistycznym krajem, wzięli sobie do serca zasadę wolności wyznania i szacunku dla wyznawców innych religii.

Starsi Albańczycy noszą się w sposób tradycyjny. Kobiety w czarnych sukienkach a na głowie biała lub czarna chusta. Mężczyźni zaś w kapeluszach lub czapkach, na ogół czarnych  koszulach i spodniach. A młodzi nierzadko są bardzo ekspresyjni w podejściu do mody: kolorowe ubrania i styl bycia upodabniają ich raczej do mieszkańców Włoch czy Grecji.  Tradycyjny sposób zachowania łatwo zaobserwować wieczorem. Spacer po “Dreptaku” odbywa się całą rodziną, z zachowaniem porządku wiekowego... Najpierw najmłodsi, następnie ich rodzice i dziadkowie... 

W Sarandzie nie zauważyłem turystów z Niemiec, Wielkiej Brytanii czy Rosji. Większość przyjezdnych to urzędnicy z Tirany. Po dwóch dniach pobytu mali chłopcy, których mijałem na ulicy krzyczeli do mnie Viva Polonijna!!! Już wszyscy, w okolicy mojego hotelu, wiedzieli,  że jestem z Polski... Rewanżuję się im wykrzykując Viva Shqipëria!!!


Uwaga: nie jedźcie do lub z Sarandy w godzinach od 8.00 do 9.30!!! Niezależnie od kierunku, wszystkie drogi są zapchane. Ale tylko przez półtorej do dwóch godzin! Turyści albańscy przemieszczają się wtedy na plażę. Do dobrego tonu turystycznego należy: 

iść lub jechać rano na plażę, co dzień na inną a 

wieczorem na “Dreptak. Należy być ładnie ubranym, spotykać innych ładnie ubranych, znajomych Albańczyków, pilnować żon i córek...

Słowo DREPTAK, zostało użyte z pełną świadomością. Deptak kojarzy mi się z pasażem i dynamicznym ruchem w jakąś stronę w jakimś celu! Dreptak to powoli sunąca fala dreptaczy. Mam wrażenie, że przemieszczają się w miejscu... Tłum przemieszcza się w bliżej nieokreślony sposób lub przysiada na murkach. Dla tłumu Albańczyków pobyt tam ( na DREPTAKU )  jest celem samym w sobie...

 

Fauna i Flora Albanii...

...której nie miałem okazji porównać z Chorwackż czy Grecką. A o której znawcy mówią, że podobna jest do chorwackiej i greckiej.…

Spotkałem wiele gatunków ryb np. strzępiele ( Serranus scriba ), dorady i fletnice. Kraby pustelniki, krewetki i inne skorupiaki zamieszkują w twardym dnie morza i skałach, których jest wiele. Osmiornic jest zatrzęsienie, a podczas nocnych nurkowań widać sporo kalmarów i krewetek. Równie często widoczne są Skorpeny i Ostrosze. We wrakach urzędują duże ryby np. Granik wielki ( Epinephelus guaza ). Zdarza się zobaczyć tuńczyki i mureny. Rozgwiazdy są czerwone, tak jak przystało na kraj o tradycjach proletariackich :-)


Miejsca nurkowe

Jest ich sporo w całej Albanii, niestety nie są jeszcze opisane... “Tambylcy” znają je doskonale i wiedzą gdzie i jak, więc im to wystarczy... My musimy je odkrywać.

W Sarandzie i okolicy jest kilkanaście ciekawych miejsc. Do niektórych można dopłynąć tylko łodzią, niektóre warto “zrobić” z plaży.

Dno morza jest piaszczyste, ale twarde a temperatura wody od 22 do 26 stopni, nawet na głębokości 40 metrów. Nurkowałem w sierpniu w mokrym skafandrze, 7 + 7 mm i było mi stanowczo zbyt ciepło. Inni nurkowie mieli pianki 5 mm, niektórzy bez rękawic i kapturów i nie narzekali na temperatury.


A oto niektóre miejsca nurkowe…

np. dwa wraki w porcie...

“Włoski drobnicowiec z II Wojny Światowej. Zatopiony przez niemiecką armadę bombowców, wracającą z nalotu. Leży około 300 m od brzegu, ułożony na lewej burcie na piaszczystym dnie. Głębokość maksymalna 18 m, minimalna  3 m. Długość wraku wg. pomiarów to ok. 110 m. Oznaczony boją kardynalną, odosobnionego niebezpieczeństwa. Widoczność jest dobra na ok. 20 m. Na nadbudówkach można dostrzec ślady po trafieniach” - to oficjalna wersja ze strony bazy. Z mojej strony dodaję, że widoczność sięga ok. 15 metrów. Może z powodu prądu, który naniósł trochę paprochów. Nie ma zagrożeń w postaci przerdzewiałego żelastwa a ładownie otwarte i na tyle duże by pomieścić kilku nurków naraz. Niestety trzeba walnąć z płetwy, bo 300 metrów to za mało na łódź, choć za dużo aby spokojnie nurkować na wraku płynąc wpierw do wraku. Tu uwaga na temat aktywności bazy: szkoda, że policja nałożyła “areszt na łódź ”.  Niestety, kilka dni po moim przyjeździe przestała ona pływać z przyczyn proceduralnych... Nuraliśmy więc z brzegu lub z samochodu.


oraz kuter rybacki “Mbeturina peshkatore”...

... który zatonął po zderzeniu z innym statkiem, kilkadziesiąt lat temu. Ponoć ten drugi leży na głębokości około 45-50 metrów. Szukaliśmy, ale bez rezultatu.

Do wraku kutra, leżącego na głębokości 30 metrów, dotrzeć można z brzegu. Płynąc wzdłuż poręczówki, około 200 metrów, docieramy do boi na głębokości 20 metrów, następnie lekko w lewo i już z wolna wyłania się rufa statku... Płynąc na wysokości pokładu docieramy do dziobu, który oplątany jest starymi sieciami rybackimi. Należy uważać, aby nie wplątać się w nowe, które od czasu do czasu stawiają miejscowi rybacy. Mamy oko na ten wrak. Z okien naszego hotelu widać miejsce, w którym leży, i rybaków, stawiających wieczorem sieci. Wiemy więc czego można się tam spodziewać. Na dziobie sieci leżą od lat... Nikomu nie zagrażają bo są grube i dobrze widoczne. Wrak kutra zamieszkują duże ryby, między innymi półtorametrowy Granik Wielki, o imieniu Duduś.

 

Gjiri Monastiri

Nurkowanie z plaży do głębokości około 30 metrów. 

Po ścianie schodzimy w dół, doczłapując do piaszczystego dna. Skały tworzą niesamowite warstwy, z ostrymi występami. Podobnie wyglądają góry dookoła zatoki. Nie był by nic szczególnego w tym nurkowaniu, gdyby nie obecność langust, ośmiornic i innych żywych stworzeń, mieszkających w dnie morskim w swoich domkach-dziurkach. Skały tworzą ciekawy układ, labirynt gdzie warto rozglądać się na boki w poszukiwaniu morskich kreatur. Nurkowanie jest tu lekkie i przyjemne a miejsce jedno z ładniejszych. Widoczność ok.15 metrów. Głębokość od 10 do 30 metrów. 

Blue Eye

Około 20 kilometrów od Sarandy znajduje się nie lada atrakcja dla nurków. Blue Eye, Niebieskie Oko! Wywierzysko - czyli źródło, o silnym wypływie wody!  Na oko z 10 metrów na sekundę! Marcin Morawski jednak twierdzi, że tylko osiem...

Nurkowanie w tym miejscu jest piękne, pełne emocji, ale i niebezpieczne. Trzeba zjechać lub raczej spłynąć po linie na skalny występ, znajdujący się na głębokości ok. 20 metrów. Pokonanie prądu to wyzwanie godne prawdziwego twardziela. Nie ma czasu na sprawdzanie danych, spoglądanie na manometr czy głębokościomierz. Prąd jest tak silny że zdejmuje maskę z twarzy i chce rozebrać ze sprzętu. Dopływając do skały czuje się że prąd słabnie. Miejsce to jest położone poza głównym nurtem, więc prąd nie jest już tak silny. Nie mniej wirujące nad dnem kamienie dają wyobrażenie siły z jaka mam y do czynienia. Głębokość, na jaką zszedł w tym miejscu człowiek to 56 metrów... a dalej, niezbadana głębia.

Nurkowanie w wywierzysku wymaga sporego zaangażowania i umiejętności, nie mniej jest niezapomnianym przeżyciem, dostępnym teraz dla nurków. Do nurkowania w Blue Eye dopuszczani są nurkowie z odpowiednim stażem. 

Temperatura wody, taka jak w Polsce - 4 stopnie ( ! ), przejrzystość wody... niesamowita! 

 

Porto Palermo

Uroczy półwysep, na którym niegdyś zlokalizowany był port grecki. Około III w. p.n.e. cumowały tu statki handlowe. Powyżej portu została zbudowana twierdza, która przez lata trzymała w szachu okolicznych mieszkańców. Wykorzystano ją w 

XIX i XX wieku jako skład amunicji, następnie zrekonstruowano i obecnie jest udostępniona zwiedzającym. Półwysep sąsiaduje z bazą okrętów podwodnych, których Albania nie posiada!!! :-)

Nurkowania z brzegu. Płyniemy "z płetwy" około 200 metrów, schodzimy na głębokość 12-15 metrów.  Płynąc nad zboczem góry widzimy rozsypane miliony sztuk unikalnej włoskiej amunicji Mannlicher-Carcano wz. 91. ( Po wysuszeniu, proch okazał się w pełni sprawny… ). Powoli zanurzamy się głębiej i osiągamy 27-30 metrów. Po lewej stronie napotykamy na pieczarę i rafę z dziesiątkami ryb, krabów, ukwiałów i gąbek. Prądu nie ma. Opadamy na głębokość 41 metrów. Tu kończymy zanurzanie, czas denny - 2 minuty… Pora wracać. Wizyta w pieczarze ukazuje jak bogata może być fauna albańskiego wybrzeża. Warto to zobaczyć na własne oczy.

Wracając na powierzchnię natknęliśmy się na jeszcze jedno znalezisko: amfora, leżąca na głębokości 20 metrów była nienaruszona. Cała, bez widocznych uszkodzeń i zapewne pełna! Pozostała oczywiście tam gdzie była...

Ponieważ czas nie goni, zdecydowaliśmy że zostajemy tu na kolejnego nurka. Tym razem wejdziemy do wody z drugiej strony półwyspu. Marcin, który nurkuje tam już po raz kolejny sugeruje, że dojdziemy do trzydziestego metra i zawrócimy. Cóż, po pierwszym nurze na większą głębokość, trzydzieści wydaje się być rozsądną propozycją. Podczas godzinnej przerwy na odsycenie, kierujemy się w stronę parterowych budynków, stojących tuż nad brzegiem. Jeden z nich okazuje się małym kościółkiem, następne magazynami na narzędzia i sprzęt rolniczy. Kolejnych kilka budynków to suszarnia szałwii. Zapach, którego wcześniej nie rozpoznaliśmy, unosi się nad całą okolicą.  Wewnątrz worki z “zielem”, które wg zapewnień miejscowego stróża ma właściwości odurzające. On sam nie wyglądał na odurzonego, więc nie uwierzyłem mu, mimo jego gorących zapewnień. Nie mniej, gdy zobaczyłem freski, czy może grafiti, jakie we wnętrzach suszarni pozostawili pracujący kilka lat temu artyści, pomyślałem że w historii o szałwii może być trochę prawdy.

Kościółek jest otwarty. Można wejść i zwiedzić. Niestety nie ma tam spodziewanego przepychu. Całość nader skromna, gdzieniegdzie odpadający tynk i wilgotne ściany, na których wiszą ikony i obrazy świętych. Widać również, że co jakiś czas zbierają się tu wierni. Sklecony ze stołów, powleczony obrusem, ołtarz wystarcza Albańczykom. by skutecznie komunikować się z Najwyższym. 

Półwysep stanowi wspaniałą atrakcję również dla osób nienurkujących. Spędziliśmy tam cały dzień nurkując i zwiedzając na przemian. Warto tam zajechać ponownie!

 

Inne ciekawe miejsca:

jezioro Ohrydzkie, o głębokości ok. 260 metrów i

jezioro Prespa leżące na pograniczu Albańsko- Macedońskim oraz

jezioro Szkoderskie na Północy kraju.

 

Wrażenia!!!

Moje wrażenia z blisko dwutygodniowego pobytu w Albanii są znakomite!

Kraj obala stereotypy o “zbójach albańskich,” grabiacych na ulicach. Saranda jest dynamicznie rozwijającym się ośrodkiem turystycznym a Albańczycy mili, gościnni i otwarci na przybyszów z zagranicy. Ulice bezpieczne - nikt na  nas nie napadał ani nie okradał. Bankomaty i banki, w tym znany z Polski Raiffeisen Bank, są niemal w każdej „dziurze”. Hotele w cenach 15 do 20 euro za osobę (3 gwiazdkowy) zachęcają czystością, zwyczajowym aneksem kuchennym i klimatyzacją, której jednak nie włączałem. Powiew wiatru od morza jońskiego znakomicie upał i w dzień i w nocy, więc temperatura odczuwalna jest znośna i przyjemna. Standard hoteli dobry. Są też hotele drogie, w cenach powyżej 50 euro (5 gwiazdek). Brak jest kempingów!!! Może lepiej powiedzieć tak: standard kempingów jest tak, że można stwierdzić, że w ogóle ich nie ma. Utrzymanie dzienne przy założeniu korzystania z restauracji lub barów to koszt ok 10-12 euro. Zaopatrując się w lokalnych sklepach wyjdzie o wiele taniej.

Ceny w restauracjach i barach są niższe niż w Polsce. Miłośnicy owoców morza mogą stołować się w hodowlach ryb, gdzie MICHA Muli ( niewielkich małż ) kosztuje 4 euro!!! O cenach krewetek i kalmarów nie wspomnę. Taniocha!!! Wszystko świeże i znakomicie przyrządzone.

Nurkowania w czystej wodzie, o temperaturze między 22 a 26 stopni, dostarczają przeżyć na skalę morza czerwonego. Z tą jednak różnicą, że to Ty, a nie ponury typ z łodzi, decydujesz gdzie będziesz nurkować. Rafy nie są zniszczone a podwodne atrakcje czekają jeszcze na odkrycie.

Pogoda dopisuje przez cały rok, co daje możliwość nurkowania niemalże o każdej porze roku.  Albania to kraj dla turystów-nurków lubiących przygody, z żyłką poszukiwacza. Gorąco zachęcam do odwiedzenia tego kraju.

 

Pozdrawiam

Grzegorz D


 

 

 

Dlaczego Albania? / Nurkowanie / Noclegi / Dojazd / Cennik / O nas / Galeria / Kontakt

Polska Baza Nurkowa Albania - Saranda